sobota, 9 maja 2009

Tydzień Europejski

Ten tydzień dla DC stoi pod znakiem Europy. A dla mnie to właściwie oprócz soboty pod znakiem Polski.
W środę John i Patrick z pracy oraz ja wybraliśmy się na imprezę zorganizowaną przez ambasadę Polską w Corcoran Gallery of Art. Okazji było wiele - 217 rocznicy Konstytucji 3 Maja, 90 lat stosunków dyplomatycznych z U.S., 20 lat upadku komunizmu, 10 lat w NATO...
Było bardzo przyjemnie - przemawiał ambasador i Zbigniew Brzeziński, było polskie jadło i picie (w tym wódki i Żywiec) i trochę informacji o historii Polski. Najśmieśniejsze było to, że spotkałam tam kolegę, którego nie widziałam od prawie 3 lat a który zorganizowal wyjazd obserwatorów na wybory na Ukrainę w którym brałam udział :) Okazuję się, że pracuje w ambasadzie jako konsul, pierwszy sekretarz. Śmiesznie!
Wczoraj (piątek) byłam w ambasadzie polskiej na recitalu Kingi Augustyn - polskiej skrzypaczki z dyplomem z Julliard w NYC. Naprawdę niesamowicie grała...
Dziś z kolei był dzień otwarty ambasad krajów Unii Europejskiej - udało mi się zawitac do Austrii, Czech, Słowacji, Węgier, Rumunii, Komisji Europejskiej z Maltą i Łotwy. Nie wiedziec czemu największe kolejki były przed Grecją i bardzo mało egzotyczną dla Amerykanów Irlandią... Najbardziej podobały mi się Węgry i Czechy - pięknie położone budynki i dużo się działo. Jestem ciekawa czy coś takiego odbywa się i w Warszawie. Super sprawa!
A oto ja i na moim policzku flaga... no właśnie jakiego państwa? :D

A na sam koniec najdziwniejszy wytwór DC - fragment mapy, która znajduję się na stacji metra... No comments!

Marieke i Tanja z wizytą w DC

I stało się - ktoś mnie wreszcie odwiedził :) Marieke i Tanja z Niderlandów, które poznałam w Kanadzie postanowiły odpocząć od życia prawniczego i przyleciały mnie odwiedzić na długi europejski weekend :)
W zeszły piątek wieczorem wylądowały na lotnisku Dulles i po małych przygodach (troszkę sobie nogę zraniłam - rana mała ale krew się nieźle lała bo to na stopie, na szczęście miałam japonki więc można było je z krwi obmyć) dotarłyśmy do mojego domu.
Tego samego dnia zrobiłyśmy mały spacer po National Mall póki ciepło było (cały weekend później padało...).
W sobotę wybrałyśmy się na National Mall ponownie by pozwiedzać trochę memorials :)
Oto kilka zdjęć...

(Marieke, Tanja i Washington Monument)

(Marieke i Tanja i WWII Memorial)

(Ja, Marieke i WWI Memorial -skromy w porównaniu do drugiej wojny...)

(Memorial tzw. "zapomnianej wojny" w Korei - zwróćcie uwagę na liczbę osób, które zginęły z krajów U.N....)

(Lincoln Memorial, Tanja i Marieke)

(Vietnam Memorial z Marieke i Moniką w tle)

Również w sobotę odbywał się w Waszyngtonie Dzień Otwarty różnych ambasad (krajów spoza UE). My poszłyśmy do Korei Południowej - do innych ambasad były taaaaaakie kolejki, że możnaby godzinami czekac...
W niedzielę, mimo strasznego deszczu wybraliśmy się na Cmentarz Arlington w Virginii... Nareszcie zobaczyłam grób Prezydenta Tafta, który znany był z tego, że nie chciał byc prezydentem, po tym jak skończył kadencję był Prezesem Sądu Najwyższego ale przede wszystkim z tego że był tak bardzo przy kości, że kiedyś utknął w wannie...

W poniedziałek wybraliśmy się do Georgetown na zakupy ale i również by przejść się śladami rodziny Kennedych, którzy przywrócili w latach 50-60tych splendor tej dzielnicy...

We wtorek, ostatni dzień wycieczki, przeszłyśmy się po okolicy U Street (gdzie kiedyś mieszkałam). Niestety nie zdążyłyśmy zjeśc w Ben Chilli Bowl (na zdjęciu) miejscu legendzie (jak ktoś widział amerykańskie "State of Play" to to tam gdzie Russell Crowe je hotdoga).Następnie szybciutko pojechaliśmy na National Mall - o 12 mieliśmy tour po Capitol (na zdjęciach też Supreme Court).

A potem biegiem do domu po walizki i również biegiem na autobus na lotnisko...

Super wizyta - bardzo brak mi tu znajomych twarzyczek z Europy. Więc rodacy przylatujcie do DC!!!

niedziela, 26 kwietnia 2009

Piękna dziś była pogoda...

... bo prawie 30C, więc wybrałam się na National Mall (jak zwykle) :)

Oto kilka zdjęć dla spragnionych obrazków:

Seria z Washington Monument:

Oraz dziwne drzewo, ja i w tle Lincoln Memorial...

Wielkanoc

W Wielki Piątek na szczęście mieliśmy wolne więc pojechałam do sklepu polskiego (i przy okazji do punktu naprawy okularów - miałam kolizje z jakimś panem na ulicy, głowa o głowę i okulary się złamały... szkoda gadać - ludzie w pracy chcą mi kask kupić :)). Nakupowałam oczywiście mnóstwo jedzonka (szynki, kiełbasy, sery, żurek, pierogi, sałatkę warzywną, ćwikłę z chrzanem, krówki, Żywiec, twaróg, pasztetowa... DUŻE zakupy). W sklepie oczywiście mega kolejka! Ale dostałam wszystko co chciałam :)
W sobotę upiekłam babkę i mazurka (pychota) a w niedziele przygotowałam śniadanie i lunch dla współlokatora i kolegi z pracy. Ledwo co przeżyli - ciągle w nich pakowałam jedzenie :)
A oto zdjęcie babki i mazurka:

sobota, 25 kwietnia 2009

Kwiecień już się kończy...

... a ja nawet jednego wpisu nie zrobiłam. Wiem - wstyd i hańba!

W każdym razie jak obiecałam w ostatnim wpisie oto kilka zdjęc z Cherry Blossom Festival, które zrobiłam w pierwszy weekend kwietnia :)

Mała uwaga - było bardzo wietrznie i ciężko się chodziło po National Mall!

Jefferson Memorial wyglądał bardzo ładnie :)

Tłumy czekające na paradę...

... i sama parada :)

I Monika z pomnikiem - gdzieś chyba niedaleko Białego domu.